post-doc

Czy cieżko dostać sie na post-doca? Czym praca post-doca rożni się od pracy studenta doktoranta? Czy po post-docu jest więcej możliwosci ewentualnej pracy niż tylko po doktoracie? Czy mozna być cale życie post-dociem? Czy post-doca można zrobić w Polsce?

chrisjackson ma rację. Gdy

chrisjackson ma rację. Gdy znajdziesz coś chcesz zrobić, a nawet uciec od co robi się tak nieszczęśliwy, poczujesz się lepiej ładunków, promise. To samo a plus certification zdarzyło mi się raz w liceum .... Byłem tak zdenerwowany i przygnębiony i choć to dlatego, że nikt w jednym z moich ulubionych podobam, ale wtedy, gdy przeszedłem do łatwiejszego lekcji matematyki it made me so much szczęśliwsze niż wtedy, gdy wyszedłem z grupy, że faktycznie zmienił moje testking ccie ciało, a ja śpiewam w domu dużo teraz = D zasadniczo znaleźć rzeczy chcesz robić. Na CSI drugi dzień mówili, że "to, czego nigdy się nie zmienia ... kim jesteś, nigdy nie zatrzymuje się zmienia" ... dotyczy to także Ciebie. Tylko dlatego, że nie lubisz to, co czynili już nie oznacza, że należy zrezygnować Razem nadziei! znaleźć nowych rzeczy, wypróbować ccda testking nowe utwory, nie wychodzić z przyjaciółmi nawet jeśli sprawia, że jesteś iezadowolony. Spróbuj telefoniczne pierwszy, lub po prostu tekstów. Być może po prostu chcesz wyjść z kilku osób na raz, kto wie?
Give it a go, i daj mi znać i pomógł i jak youre doingg =)

Jest juz od roku....

Jestem juz od roku na Post-Docu w Belgii i uwazam, ze przyjazd tutaj to najlepsze co moglem zrobic. Zarowno pod wzgledem naukowym jak i finansowym jest to lepsze rozwiazanie, niz praca na polskiej uczelni jako adiunkt. A oto dlaczego:

1) "Nauka" na znacznie wyzszym poziomie, wieksze srodki, zadnej dydaktyki, praca tylko w labie.
2) Stypendium w wysokosci 1900 euro netto przyznane przez belgijska Narodowa Fundacje Badan Naukowych (FNRS) na wniosek mojego "belgijskiego Szefa" = ja nawet nie napisalem o nie wniosku. Oczywisicie oprocz stypendium objety jestem pelnym ubezpieczeniem zdrowotnym, rentowym i emerytalnym.
3) Koszty zycia sa akceptowalne, tj. wynajecie niezlej kawalerki (studio ok 40 metrow) to wydatek ok 450-600 euro + 40 euro oplata za energie + 10-50 euro za internet. Uczelnia zwraca 80% kosztow dojazdu do pracy transportem publicznym. Wydatki na zywnosc dobrej jakosci + obiady "na miescie" + piwko w knajpie wieczorem dla jednej osoby to okolo 100-150 euro/tydzien.
4) Blisko do Polski. Jak cos Ci nagle wypadnie, wsiadasz w samochod/autobus/pociag i w Polsce jestes za 12-24h, lub po wczesniejszej rezerwacji samolotem dolecisz w 2 godziny.
5) Belgia jest pieknym krajem polozonym w srodku Europy. Bilety kolejowe sa tanie, a i tak ciagle sa jakies promocje, wiec jak chcesz pozwiedzac Holandie/Francje/Niemcy/Luksemburg/Anglie to bez problemu mozesz to robic weekendami. Koszt biletu do Paryza w obie strony szybka koleja TGV (1h 20min) to okolo 60, a do Londynu 80 euro (2h) pod warunkiem, ze wracasz innego dnia niz przyjechales. Szybka kolej z Brukseli ma polaczenia z wazniejszymi miastami Niemiec, Holandii, Francji.
6) Oczywiscie sa takze gorsze strony pobytu w Belgii np., slaba znajomosc angielskiego wsrod mieszkancow i urzednikow czesci francusko-jezycznej, niska konkurencja miedzy firmami skutkujaca ogolnym olewaniem klijenta przez wiekszosc firm dostarczajacych internet, telefon etc.
Zatem, jesli masz szanse wyjechac na Post-Doca do dobrego labu w Europie Zachodniej, zwlaszca w Belgii lub Holandii to nawet sie nie zastanawiaj....

Re: Jest juz od roku...

Tez jestem postdokiem w Belgii (prawie dwa lata). Potwierdzam wszystko co napisales i tez kazdemu polecam. Mam tylko watpliwosc czy aby istotnie stypendium jest objete ubezpieczeniem rentowym i emerytalnym (bo zdrowotnym to na pewno). No i zostaje jeszcze kwestia podatkow, a konkretnie polskich Urzedow Skarbowych. W Belgii od takiego stypendium nie placi sie zadnego podatku, wiec pewnie w Polsce fiskus sie upomni.

Nie jest tak zle jak pisza.

PostDoc to podwyzszenie kwalifikacji i szansa na wlasny lab w przyszlosci. Czesto firmy chca zebys mial parktyke jako PostDoc i z samym doktoratem nie dostaniesz parcy, lub przegrasz konkurencje z PostDoc'kami. Jesli chcesz zostac w branzy musisz go zrobic - byle nie w Polsce!!!

1. W USA moga cie probowac wykorzystac ale niekoniecznie. Musisz tylko sparwdzic (patrz na nazwiska w publikacjach) co robia byli PostDoc z labu do ktorego jedziesz.
Ja nie poprawilem CV wyjazdem do USA, ale sporo sie nauczylem jesli chodzi o drogie w wykonaniu eksperymenty. Patrz ile grantow ma potencjalny szef, czy dobrze i czesto publikuje, czy wysyla ludzi na zjazdy.

2. Za 33.000 rocznie przezyjesz sam na przecietnym pozizomie, lub z zona biednie, ale tylko w ubogich stanach. Nie uda sie to 2 osobom za 33.000 w Bostonie, NY czy innym duzym miescie na wschodnim wybrzezu.
3. Jesli chcesz mozesz dostac zwrot calego podatku (umowa z 1974 miedzy Polska a USA) - robia to wszyscy na wizie J-1. W Polsce nie zglaszasz dochodu z USA - rowniez to praktykuja wszyscy PostDocy w tym i ja. To ponad 1500$ zwrotu rocznie.
4. Mile miasta to Boston, San Francisco, NY dla amatorow tloku, maja wade - sa drogie!!!
Zona moze dostac SSN pozwolenie na prace w 6-9 tygodni. Moja zarabiala 19$ na godzine czyli lepiej niz ja.

Wady PostDoca w USA: nie masz prawa do ubiegania sie o granty, musisz sie nameczyc zmieniajac prace, chyba ze w obrebie jednego uniwersytetu, wowczas jest o latwe inczej musisz przenosic wize z uczelni na uczelnie, brak skladki emerytalnej i RENTOWEJ! Gdy zostaniesz kaleka na skutek wypadku jestes w klopotach. Bez green card, albo obywatelstwa nie warto zostawac w stanach dluzej, co opisal ktos w poprzednim komentarzu.
Lepiej jedz do Anglii, Holandii, lub Francji. Wiecej kasy i wiecej praw jak obywatek UE. W Norwegii drogo, ale tez dobrze placa.

Postdoc

Kurcze, po tym tekście Anonima, Pią, 2007-07-20 02:57 już mi się odechciało jechać. Tragedia!
PCR

Zapytajmy raczej, czy warto wyjeżdżać na postdocka

Poczytaj, co napisałem i zastanów się czy na prawdę chcesz tu
przyjechać do USA na kilka lat, a potem być może juz nie mieć możliwości powrotu.

1. Robisz tu co innego, niż robiłeś w Polsce przed wyjazdem,
bo prawie nigdy na postdocka nie pojedziesz tam,
gdzie będziesz chciał, tylko tam, gdzie Ciebie będą chcieć.
(ponadto postdocków nagminnie się wykorzystuje
do robienia mało rozwojowych prac, które jednak ktoś musi zrobić)
I musisz sobie po pewnym czasie,
a czym prędzej, tym lepiej odpowiedzieć na pytanie,
co chcesz robić dalej, czy to co pradtem i wracasz do Polski
czy to co teraz i starasz się tu zostać na zawsze.

2. Kwota $3.000 miesięcznie (Od tego musisz jeszcze odjąć podatek
i ubezpieczenie zdrowotne), pozwala tu na porównywalny
standard życia, jak 2.000 zł netto w Polsce, gdy się mieszka
we własnym, a nie wynajętym mieszkaniu.
Takie tu są po prostu koszty życia. Przy 4-osobowej rodzinie,
jak nasza, jeżeli przez rok czasu odłożysz z tego na bilet
powrotny - to sukces. Ceny żywności: to co w Polsce kosztuje 1 zł to tutaj $1.5
(tzw. żywność organiczna, czyli odpowiednik normalnej
żywności w Polsce) lub $0.75 w przypadku niejadalnych
paskudstw z taniego sklepu w murzyńskiej dzielnicy.
Tak samo czynsze za mieszkania: W Chicago tyle samo USD
co w Katowicach PLN.
Ceny usług: 10 razy więcej niż w Polsce, np. dentysta, mechanik
samochodowy, przedszkole. Jedynie benzyna prawie 2-krotnie tańsza.

3. Żona może dostać pozwolenie na pracę w praktyce po 5-6 miesiącach
pobytu tutaj. Zarobić może na poczatek $6, po kilkumiesiacach $7
na godzine, bo dostanie tylko najprostsze pracę,
bo nie skończyła studiów w USA, a poza uniwersytetem polskie studia
nie mają tu dla nikogo żadnego znaczenia. Jeżeli jednak jest
dziecko, to żłobek będzie kosztować tyle, co cała jej pensja.

4. Po 4 latach można awansować na assistant professor (jeżeli
akuratnie będą fundusze na otwarcie pozycji) i dostać znaczącą
podwyżkę, ale wiąże się to z przejściem z wizy J na wizę H,
a wtedy żona nie dostaje pozwolenia na pracę i w sumie wcale
nie macie więcej pieniędzy, niż przedtem, jeśli żona pracowała.

5. Zieloną kartę można dostać po 5 latach na wizie H.
(można również nie dostać, jak uniwersytet nie zasposoruje)
A przez te 5 lat zona siedzi cały czas w domu i z nudów
dostaje depresji.

6. Od zarobionych w USA pieniędzy polski urząd skarbowy chce podatku,
pomniejszonego o podatek federalny zapłacony w USA, czyli wychodzi
do dopłaty ok. 20.000 zł rocznie.
Nikt się z tego normalnie nie rozlicza i nie płaci,
ale gdyby komuś kazali zapłacić, to by musiał
po przyjeździe do Polski wziąść kredyt na zapłatę podatku,
bo tu nie sposób cokolwiek odłożyć jak się jest z rodziną na postdocku.

7. Inna sprawa, że po powrocie z USA nie dostaniesz kredytu w Polsce,
bo żeby dostać kredyt musisz mieć tu dwa lata ciągłości pracy (w Polsce).
Okres pracy w USA nie wlicza się w Polsce ani do stażu lat pracy
od którego zależy pensja na uczelni ani do okresu składkowego
do emerytury. Załóżmy, że byłeś 2 lata postdockiem w USA
i że w Polsce jako adiunkt zarabiasz 3.000. Z tego 2% to 660 zł rocznie,
ale każdego roku poo powrocie będziesz o te 660 zł do tyłu,
aż do 20 roku pracy, bo potem już nie ma więcej za wysługę.
Załóżmy, że masz po doktoracie 5 lat stażu pracy.
Czyli stracisz 15*660 = 9.900 zł tylko z tego powodu.
W ogóle na ile lat tu wyjechałeś - tyle lat jesteś
do tyłu po powrocie do Polski, wypadając stopniowo z obiegu.
Dlatego po pewnym czasie się już nie opłaca wracać.

8. Jak wyjedziesz bez żony to będzie oczywiście taniej
i pewnie nawet trochę odłożysz, tylko ciekawe, czy
żona i dziecko będą zadowolone, że na tyle czasu
zostali sami w Polsce. Często takie sutyacje się kończą
tym, że żonie jest samej tak smutno, że sobie znajduje
nowego faceta. Nie martw się w USA też są dziewczyny,
tylko trzeba je ostrożnie podrywać, bo nawet za spojrzenie
na cycki mogą Cię podać do sądu. Amerykanie lubują się
w procesach sądowych i sądzą się za byle co.

9. Przyjeżdżasz tu i początki są ciężkie zarówno finansowo,
bo trzeba cokolwiek do mieszkania kupic na początek,
jak i obyczajowo, bo trzeba się oswoić z tutejszymi
zwyczajami i nauczyć, co, gdzie i jak się kupuje i załatwia,
oraz poodwiedzać wszystkie urzędy i zrobić prawo jazdy
oraz zaadaptować w nowej pracy.

10. Wracasz po pewnym czasie do Polski i sytuacja z p.7
się powtarza (spytaj tych, co wrócili zza granicy).

11. Jak chcesz się wybrać na weekend do Polski, to nie takie proste
jak z Angli: bilety drogie, podróż długa i jeszcze zmiana strefy
czasowej - przestawienie się na inny czas wymaga kilku dni,
podczas których odczuwasz senność i zachwiania równowagi.

12. Jak tu wygląda: brud, jak w gorszych dzielnicach miast Górnego
Śląska, pełno samochodów 20-30 letnich, domy budowane bardzo
niestarannie. Mnóstwo murzynów, mnóstwo policji, co chwilę
jakieś pojazdy uprzywilejowane na syrenie. W Chicago przypada 76 zabójstw
rocznie na 100.000 mieszkańców (średnia w USA 30, a średnia w Polsce 14).

13. Klimat w całej wschodniej części Stanów jest w lecie
upierdliwie wilgotny i gorący - całe lato śmierdzi
zgnitym drewnem z drzew i jest tak parno, że nikt
nie ma ochoty w ogóle opuszczać klimatyzowanych pomieszczeń.

14. Przy przyjęciu do każdej pracy drug test and security screening,
tak, jakby każdy był narkomanem i bandziorem. Każą Ci sikać
do próbówki i iśc na policję robić odciski palców i sprawdzać
czy Cię nie ma w księgach kryminalnych.

15. Miasta tu są puste, w przeciwieństwie do Europy, nie ma pieszych
nie ma rynku, nie ma centrum. Wszyscy jeżdżą samochodami, całe
życie na tracie dom-praca-hipermarket-dom. Tu się wolny czas
spędza w domu - w środku. W ogródkach koło domu też nikogo
nie widać. Miasta są tak przeraźliwie puste, że aż wyglądają jak wymarłe.

16. Co rok lub co dwa wynajmujesz inne mieszkanie i się przeprowadzasz.
Nawet jeśli nie planujesz - sytuacja się zmusi, np. wymówią Ci
czynsz w poprzednim miejscu, lub ze względu na lepszy dysktrykt
szkolny, bu twoje dziecko nie chodziło do szkoły razem z murzynami,
którzy zamiast drugiego śniadania przynoszą do szkoły pistolet.

Więc lepiej się do USA wybierz tylko na wakacje, w miarę możliwości połącz
to z jakąś konferencją, to Ci może uczelnia zrefunduje bilet.

Jestem w USA i potwierdzam

Jestem na postdocu drugi rok, rzeczywiscie warto wyjechac dla jezyka, jakichs kontaktow, doswiadczenia, ale trzeba miec duzo samozaparcia :D.
Nie mam pojecia jak rozliczyc pobyt z urzadem skarbowym, bo przy tutejszym stypendium na poziomie zamiatacza ulic, w Polsce jestem bardzo bogatym czlowiekiem :D

Byłem na 3 miesięcznym

Byłem na 3 miesięcznym stażu w Kalifornii (San Diego) sponsorowanym przez EMBO w okresie kiedy $ był w dołku. Potwierdzam, że życie jest dość drogie. Wynajęcie mieszkania pochłania większą część stypendium. Na zakupach w supermarkecie da się przeżyć. Mnie akurat specjalnie "puste" miasta nie przeszkadzały. Nie przepadam za przedzieraniem się do tramwaju przez tłumy ludzi, co jest typowe dla naszych miast. Większe zróżnicowanie etniczne również nie stanowi dla mnie problemu.

Czy ktoś miał doświadczenia z dłuższymi, przynajmniej 2 letnimi pobytami w USA sponsorowanych przez takie organizacje jak EMBO FNP lub FEBS itp? Wydaje mi się, że przy takim stypendium, ma się większy wpływ na wybór miejsca odbywania postdocka, jak i na przebieg swojej pracy (niezależność finansowa od instytucji goszczącej).

Przy krótkim 3 mc pobycie, takim jak mój, miałem około 3400 $/mc (razem z moja pensją adiunkta w Polsce) oraz zwrot kosztów przelotu w obie strony. Z tego co wiem stypendia na long term fellowships są większe (choć zawieszają wtedy przynajmniej częściowo wypłaty w Polsce - trzeba wziąć urlop niepłatny zdaje się).

Zastanawiam się nad przygotowaniem wniosku na taki dłuższy wyjazd za jakiś czas. Mam już potencjalne miejsce. Myślę że spróbować chyba warto? W Europie za bardzo mi nie pasuje.

Przydałby się bardzo wzór

Przydałby się bardzo wzór takiego wniosku, może wkleisz ten, który sam przygotowałeś?

Bylem... widzialem...

Bylem... widzialem... potwierdzam.

postdoc

można też kilka sekund poświęcić na poszukiwania:

http://en.wikipedia.org/wiki/Postdoc

wojtek

Dodaj nową odpowiedź